lubiebialystok blog

Twój nowy blog

Chcemy więcej, nie wiemy jak, należy nam się.. Czy czeka nas
era wojen domowych i wewnętrznych konfliktów zbrojnych? Rząd Wlk.Brytanii
wydaję w tym roku 33,4 miliardów funtów aby zapewnić bezpieczeństwo swoim
obywatelom. Czy ktoś spodziewał się, że mogą być zagrożeniem sami dla siebie?

Wydaje się, że takiemu narodowi – z taką ciągłością i
historią – nie ma prawa wydarzać się coś takiego.. czyja to wina? Mentalności
społeczeństwa konsumpcyjnego?  Wielonarodowości Wlk. Brytanii?
Nieodpowiedzialni politycy, niezbadana natura kosmosu, terroryzm, szalejąca
natura Ziemi, czy może 7 mld indywidualistów, którzy widzą tylko własny czubek
nosa – Co dziś zagraża Światu?

Londyn wysyła S-O-S.

 

GGrzybek 


www.grzesiek.efirma.fm


NA CZYM POLEGAŁA AKCJA?

„Lubię Białystok” to wyraz miłości do miejsca, w którym mieszkamy, szacunek dla mieszkających tu „Wariatów”, zastąpienie „nie mogę/nie dam rady tutaj” na „kreatywność, pasję, szczęście tutaj”.


Akcja trwała od lipca 2010 do września 2010 i była marketingową innowacją w Polsce. Grupa studentów postanowiła samodzielnie, za własne pieniądzę promować miejsce, w którym mieszka. Co ważne, mieszka z wyboru. 


W ciągu miesiąca z grupą przyjaciół odwiedziliśmy podróżując pociągiem 10 miast Polski. Wszyscy w tym momencie pytają się: „a nie rowerem!?”. Rower w projekcie pojawił się głównie po to aby swoją reklamę móc prezentować legalnie w miejscach publicznych. Dzięki mobilnej reklamie nic nie płaciliśmy za prezentację treści reklamowej.


Dostaliśmy patronat Telewizji Polskiej i Polskiego Radia. Pomógł Teleexpress, Panorama, Kawa czy Herbata oraz niezawodne lokalne media: Gazeta Współczesna i Polskie Radio Białystok. Na pierwszej konferencji w damianowym Kopiluwaku pojawili się przyjaciele i wszystkie media. To było coś!


W trakcie podróży nagrywaliśmy film. Prosty pomysł sprawił, że zwyciężył w konkursie na amatorski spot promujący Polskę Wschodnią. 




Całą akcję zakończyliśmy flash mobem tworząc z ludzi na miejskim Rynku wielki napis „Lubię Białystok”. Towarzyszyli nam tancerze Fair Play Crew i ponad stu białostoczan.



Dobrze się spisaliśmy,

GG


DEDYKACJA DLA PRZYJACIÓŁ
PRZESERDECZNIE DZIĘKUJĘ, ŻE BYLIŚCIE. MAM NADZIEJĘ, ŻE BAWILIŚCIE SIĘ NIEGORZEJ NIŻ JA. BEZ WAS NIE LUBIŁBYM BIAŁEGOSTOKU! WSPÓLNIE UDAŁO NAM SIĘ POWIEDZIEĆ, ŻE DAJEMY RADĘ, ŻE JESTEŚMY DOBRZY. TUTAJ. 
                                                                                                           GG
_________________________________________________________________________________________________________________

SPRZĘT ROWEROWY DLA POGOTOWIA OPIEKUŃCZEGO W BIAŁYMSTOKU PRZEKAZAŁA FIRMA CROSSO

SPECJALNE PODZIĘKOWANIA DLA









NEWS: PIĘKNY WSCHÓD
Miło mi poinformować, że film z naszej podróży zajął drugie miejsce w konkursie organizowanym przez Polską Organizację Turystyczną 
http://millionyou.com/index.php?id=403
NEWS: 111 
NEWS:FLASH MOB „LB”  











LUDZKIE CIAŁA TWORZĄ NAPIS „LUBIĘ BIAŁYSTOK” 9 września o 16:20, pod Ratuszem (od strony fontanny).












FLASH MOB - Flash mob (ang. dosł. błyskawiczny tłum) – określenie, którym przyjęło się nazywać sztuczny tłum ludzi gromadzących się niespodziewanie w miejscu publicznym w celu przeprowadzenia krótkotrwałego zdarzenia, zazwyczaj zaskakującego dla przypadkowych świadków.







INSTRUKCJA: Szukajcie koordynatorów, którzy pomogą stanąć uczestnikom w odpowiednim miejscu. Każdy z obecnych dostanie kartkę w kolorze żółtym. Każdy otrzyma pasek na rękę ze swoim numerem. Swoje miejsce odnajdziecie na plakatach prezentujących napis „Lubię Białystok” w formie ponumerowanych kółek. Każde kółko to uczestnik akcji. Około 16:40 – 16:45 nad Rynkiem Kościuszki przeleci balon z operatorem TVP i fotografem Przemkiem Sejwą. Wtedy wzniesiemy kartki ku niebu wspólnie tworząc pozytywne hasło! W razie deszczu kartki zastąpimy parasolami. Miejcie je przy sobie! Całość nagrywamy z balonu lub – jeśli pogoda będzie słaba – z wieży Ratusza.







Organizatorami akcji są twórcy studenckiej akcji promującej wschodzące miasto. Spotkanie będzie ostatnim etapem społecznej, studenckiej kampanii „Lubię Białystok” www.lubiebialystok.blog.pl







O 20:00 uczestników zapraszamy na „Kopiluwak Beach Party:muzyka, frytki, piach we włosach!” Każdy plażowicz (krótkie spodenki, hawajska koszula, ręcznik) może liczyć na zniżki.







PRZESYŁAJCIE ZNAJOMYM INFO SMS/EMAIL/FACEBOOK/.. O TREŚCI: 



LUDZKIE CIAŁA TWORZĄ NAPIS „LUBIĘ BIAŁYSTOK” 9 września o 16:20, pod Ratuszem (od strony fontanny). www.lubiebialystok.blog.pl

















blog:












12.09.2010 FILM KONKURSOWY



















http://youtu.be/Ezr9d4EQX-M














8.09.2010 LUBIĘ BIAŁYSTOK..










Nie mogę uwierzyć, że dwa lata po tym jak chciałem wyprowadzić się do Warszawy (bo Radio Zet nęciło) mój stosunek do Niego tak bardzo uległ zmianie. Odnalazłem tu wspaniałych przyjaciół, doceniam bliskość rodziny, którą ogromnie kocham, pracuję, studiuję (dzięki zrozumieniu kadry UwB).. jak można było chcieć to wszystko zostawić? Prawda jest taka, że i On i ja się zmieniliśmy. Obaj bardzo. Obaj się rozwijamy, obaj chcemy więcej. Jak mnie ktoś zna to zna też zdanie „Pozytywne myślenie stymuluję pozytywne efekty”. Zaryzykujcie. Pamiętajcie, że nie ma złego momentu na zmianę, na podjęcie próby. Efektu nie gwarantuję. 



I ja, i On podejmujemy próbę. On – Białystok, ja – GG. 







Widzimy się jutro. Kto będzie „L”, a kto kropką nad „i”? Czy będzie pogoda? Czy balon poleci? Czy uda nam się wysłać Światu wiadomość „Lubię Białystok”? 







Damy radę!:)







GG



KRAKÓW ZAKOPANE





















Wróciliśmy z Zakopanego i Krakowa. Tym razem Ula, Ewa, Agata, Marcin i ja.








Podróż w normie. PKP nie zawodzi. Stale utrzymywany jest wysoki poziom i maniery. Co chwila słychać tylko przepraszam tu, przepraszam tam.. nie dojedzie tu, nie dojedzie tam. „Przepraszam” lubi też zdania o spóźnieniach więc jeśli macie ochotę usłyszeć to słowo, macie wrażenie że świat go nie nadużywa wystarczająco.. zapraszam do PKP. 



Zupełnie serio. Bardzo serio! Zdanie „Życzymy przyjemnej podróży” powinno zostać wykreślone z listy słów dworcowych lektorów. Zostawiamy: za godzinę, za dwie godziny, spóźnienie, jutro, przepraszam, w przybliżeniu, pociąg.. skreślamy  ”Życzymy przyjemnej podróży”! SKREŚLAMY!






A już tak zupełnie serio. Coś się jednak na kolei ruszyło. Zapraszam na www.robisie.eu. Mam nadzieję, że nie będzie z tym tak jak z pociągiem PKP. Najpierw rusza, a potem się spóźnia.






Po tym weekendzie z przyjemnością stwierdzam, że „Kawa czy Herbata” ma dobrą oglądalność. Techniczny na kolei, piękna pani na dworcu, starsza pani sprzedająca oscypki, pan stojący swoim smartem w zakopiańskim korku, grupa podlaskich studentów z Krakowa, białostoccy harcerze, białostoccy turyści pod smokiem wawelskim.. i inni podchodzili, rozmawiali, robili zdjęcia, przesyłali pozytywne wibracje.






Zakopane. Nie mogłem się opanować i kupiłem pamiątki. Krupówki to najbrzydsze, najbardziej bezpłciowe miejsce jakie znam. Przypominam wszystkim, którzy o tym zapomnieli. Poza oscypkiem i ciupagą w Zakopanem można kupić bilet na górską trasę czy wypożyczyć rower. Dla znudzonych i wymagających polecam największe polskie bangi w okolicy Gubałówki (polecam, jeśli życie Ci niemiłe!;). Odkrycie? Salon fryzjerski na Dworcu PKP. Wygląda jak ten ze starych, kubańskich filmów. Fryzjerem jest mocno starszy Pan, któremu nożyczki trzęsą się w rękach. Salon też klimat! Nie korzystałem z usług więc polecam wyłącznie oglądanie. Najlepiej wydane pieniądze? Toaleta 2 zł. Najgorzej? Obiad w naleśnikarni za 10zł.





























































































































































































































































































































































































































FOTO: Wawel, Marcin, Grzybek i.. samowyzwalacz;) idealne foto!





























Kraków. Jak zwykle powalający i ujmujący. Piękny. Uroku odejmują mu ogródki piwne i remonty na starówce. Kiedy Polacy się ogarną? Kiedy przestaną zaklejać reklamą wszystko co wpadnie im w ręce? Wielkie znaczy skuteczne? W Krakowie tą zasadę można przypisać wyłącznie do reklamy „Ożyj i walcz” pod Wawelem. Następczyni „Zimnego Lecha”.









Hostel Lemon. Przyzwoity nocleg kilka kroków od starówki za 39zł. My płaciliśmy 50zł bo przyjechaliśmy drugiego dnia Coke Festval. Pomyśleć, że gdyby nie grzybkowy targ zapłacilibyśmy 60 zł!



Knajpy? Polecam RE. Blisko Rynku. 



Mimo sporej konkurencji również w Krakowie przyczepa „Lubię Białystok” cieszyła się sporą popularnością.






FOTO: Powrót z zakupami.





















































































































































































FOTO: zejście z Gubałówki
Wizyta w „Kawa czy Herbata” 18.08.2010
Przystanek Gdynia, Sopot, Toruń.
WERSJA SHORT: Było super! Ewa, Ula, Agata i Adam są rewelacyjni. PKP nie lubi rowerów. Sopot lubi kasę. My lubimy spać w nocy na plaży. Lubimy też marznąć i oglądać wschód Słońca. Toruń to ładne miasto, w którym na przystanku – serio – lepiej nie żartować z Ojca. Całe szczęście miałem wszystkoodporną torbę od CROSSO (foto)! Zapraszam do wersji NORMAL.
WERSJA NORMAL: Stoję w kolejce po bilet na Dworcu Centralnym w Warszawie. Co chwila klienci wydzierają się na Panie w kasach. Myślę sobie „PKP jest hardcorem i tworzy dla tych kobiet najgorsze posady w kraju. Codzienne tłumaczenie się, wysłuchiwanie uwag, szarpaniny..”
Odszedłem od kasy. Myślę sobie „PKP jest hardcorem! Na centralnym pod ziemią trzymają terraria w których hodują te wredne baby z kas!”. 
FOTO: Dworzec Centralny, Warszawa.
Kupiłem bilet weekendowy za 69zł. Aleee tani.. rewelacja!:) Gapa! Zapomniałem kupić bilet na rower. Czekam znowu w kolejce z rowerem, torbami i przyczepą (chwilę po tym jak musiałem zmierzyć się ze schodami, które specjalnie na moją podróż rowerem PKP wybudowało dookoła całego Dworca Centralnego;). Moja kolej. Pani w okienku odczekuję dłuższą chwilę rozmawiając z koleżanką kilka kas dalej.. o życiu. Słyszę to ja i klienci kilku innych kas. Pewnie po to w kasach szyby. Panie dysponują męski.. mocnymi głosami. Zastanawiam się czy wypada włączyć się do rozmowy. Może poczekam.. Może jeszcze zdążę na pociąg.. Pani wita mnie mówiąc ujmującym, zdecydowanym tonem „Może pora zacząć myśleć!!!”. Wkrótce dowiaduję się, że do biletu za 69 zł nie mogę kupić biletu za 9zł na rower. Lepiej! Nie mogę wymienić tego bo jest imienny. Okienko „zwrot”. Dowiaduję się, że mogę korespondować w swojej sprawie z krakowskim PKP. Co zrobiłem źle? Mój bilet mógłbym oddać tracąc 10% jego wartości gdybym zwrócił się z taką prośbą do godz. 19:00 w piątek. Kupiłem go w piątek o 22:00. Jak można w tej sytuacji zrócić bilet do 19?? Nie wiem. W pociągu – po zakupie biletu za 44zł do Gdynii – czytam w tym celu po raz pierwszy w życiu Harrego Pottera. On zna się na czarach. W tej chwili z brytyjskiego repertuaru ciekawszy byłby tylko James Bond. On zna się na zabijaniu!
Całe szczęście jestem już z Ulą, Ewą, Agatą i Adamem. Konkretnie tylko z Adamem. Dziewczyny muszą siedzieć w innym wagonie, na innym korytarzu. Z Adamem siedzimy blisko toalet. Świetnie się w tej lokalizacji śpi, świetnie poznaję się pasażerów z innych przedziałów. 
Mimo wszystko podróż jest świetna. Ludzie częstują nas Powerradem. Smakuję jak wino domowej roboty. Od teraz coraz częściej prosimy o powerrada, lepiej zapoznajemy się z sasiadami z korytarza, lepiej znosimy podróż. 
Kontroler, który chwilę temu nie wpuścił do swojego pustego przedziału kobiety z niemowlakiem na rękach zaczyna sprawdzać bilety. Pora użyć „szczekaczki”. Mówię „Uwaga! Tutaj sprawdza się bilety!”. Tłum jest szczęśliwy. Kontroler nakazuję mi naukę kultury. Kilka stacji dalej wsiadają kolejne kobiety z dziećmi i walizkami. Dwaj kontrolerzy ( nazywani przez podróżnych „pasibrzuchami”) siedzą wygodnie w pustym przedziale. Tym razem wszyscy nakazują kontrolerom naukę kultury. Jest głośno i agresywnie. Panowie z PKP poddają się. Wychodzą. Osiem kobiet znajduję miejsce. 
Tatuaże, mięśnie i zdecydowane spojrzenie – tak można opisać sąsiada w korytarzu do którego odważyliśmy się odezwać dopiero po kilku godzinach. Świetnie nam się rozmawia. Opowiadamy o akcji „Lubię Białystok”. Mówi, że często u nas bywa. Mieszka tu? Nie. Spotyka się z kumplem z Białorusi i stąd jeżdżą do Kazachstanu i Mongolii. Jesteśmy zafascynowani. Jaka podróż! Sąsiad mówi, że też możemy podróżować, a do tego świetnie zarabiać. Jak? „Nic” nie trzeba robić. Wystarczy dojechać BMW X6 do Kazachstanu. Pierwsza reakcja: Wow, ale faj.. tutaj następuję druga reakcja. WOW!!! Do końca podróży zastanawiamy się z Adamem gdzie sąsiad ma broń.
Jesteśmy w Gdynii. Zmęczenie daje się we znaki. Idziemy na plażę. Galeria, rower i plakat – wg założeń – zwracają uwagę. Szum fal uśmierza wszystko poza głodem. Jemy flądrę. Z frytkami i surówką kosztuję 20zł. Wszyscy mówią, że jest smaczna. 

FOTO: Adam, Agata, Ula, Grzesiek, Ewa

Pora jechać do Sopotu. Adam, Ula, Ewa i Agata jadą pociągiem na „weekendowym”. Ja swój mogę włożyć w.. tym razem to dobrze. Jadę rowerem do Sopotu. 10km ludzie widzą hasło „Lubię Białystok”. Jestem 20 minut przed resztą ekipy. Rower jest the best! Sopot jest piękny. Przeraża tylko ludzki lans i przepych. Imprezujemy i śpimy nad wodą. Każdy musi tego kiedyś spróbować. Leżeliśmy w szóstkę na jednej macie wtuleni w siebie, przykryci jednym śpiworem. Nad nami niebo. Pobudka. Przerażający, nieznany mi dotąd chłód. Ratuję mnie poczucie humoru i rozgrzewka. Wszyscy żyją. Pamiętajcie żeby nie spać bezpośrednio nad wodą. Tam jest niezwykle wilgotno więc nie obudzicie się w dobrym nastroju! Całe szczęście aparat, laptop i reszta ważnych rzeczy była w torbie CROSSO - nie tylko dobrze wygląda ale chroni przed wstrząsami i wilgocią. Wschód Słońca jest.. wyjątkowy.
FOTO: ULA KRUTUL
Z Sopotu jedziemy do Torunia. Na dworcu stado starszych Pań informuję mnie, że nie będzie czekało aż wyjmę rower i wparowują po mnie do środka. Jakby działały na nie jakieś „fale”.. radiowe?;) Na przystanku żartujemy sobie z tego. Za głośno. Młoda para na zadane przez nas dwukrotnie pytanie o drogę odchodzi odwrócona plecami.
FOTO: Na toruńskiej starówce
Do centrum dojeżdżam rowerem. Za mostem widać piękną toruńską starówkę. Czekam na resztę. Dojeżdżają busem – jak zwykle – po mnie. Rower jest the best! 
FOTO: Mc’Donalds – przed spożyciem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.
Ula ma darmowe kupony do Mc’Donalda. Objadamy się. Pora na to na co czekaliśmy długo. Łazienka. Swoją drogą jeśli nie myliście się/goliliście nigdy w publicznym WC musicie tego spróbować. Doznanie!;)
Zdjęcia i plakat jak zwykle zwracają uwagę. Przez całą podróż pomaga mi szczekaczka. Często samodzielnie włącza się jej funkcja policyjnego sygnału więc  o uwagę nietrudno.
Do Warszawy wracamy na korytarzu. Od Centralnego udaje się nam usiąść. Kilka partii karcianego „durnia” i jesteśmy w domu. 
Senni ale szczęśliwi.

Po nocy spędzonej w warszawskim mieszkaniu Justyny, Marty i Jerzego (bardzo dziękuję za gościnę:) miałem chwilę na zwiedzanie Warszawy. Nie da się ukryc że od dwóch lat nie wypowiedziałem dobrego słowa o tym mieście. Dziś ze zdziwieniem stwierdzam- Warszawa nie jest taka zła. Nadal chce mieszkać w Białymstoku i tu się rozwijać ale stolica nie wydaję mi się już taka szara i bezosobowa. Widziałem Damę z Gronostajem na Zamku Królewskim, Krakowskie Przedmieście, spotkałem znajomych którzy osiągaja tu swoje cele i dobrze się bawią.. Warszawa jest OK.

FOTO: Zamek Królewski, Warszawa.

O 22:59 teleportuję się na Dworzec Centralny. Stąd z nową ekipą jedziemy do Gdańska, Sopotu i Torunia. Nie mogę się doczekać jazdy rowerem wzdłuż linii brzegowej po najfajnieszej drodze rowerowej w kraju!

Co z nowości? W środę o poranku widzicie nas w programie TVP1 „Kawa czy herbata?”.

GG

10.08.2010, 16:24
Podróż rozpoczęta. Do końca sierpnia promujemy wschodzące miasto. Pierwszy przystanek – Lublin.
Podróż zaczęła się w autobusie komunikacji miejskiej w Białymstoku. Czy do autobusu można wnieść rower? „Tak. Ale tylko do tych na których jest specjalna naklejka. A czy w rozkładzie jazdy oznaczone w ten sposób pojazdy są jakos wyszczególnione? Nie. To skąd mam wiedzieć czy kierowca pozwoli mi wejść? Niech Pan szuka naklejki. – tak wyglądała moja rozmowa z infolinią. Wyobrażcie sobie, że macie pociąg bardzo wcześnie rano, a ktoś mówi Wam że jest szansa że jeden, jedyny autobus w  tej godzinie może mieć „naklejkę”. 
Naklejka była. Dojechałem.
Pora kupić bilet. Kupuję jeden dla mnie, drugi dla roweru. Drugi kosztuje 9 złotych. Dużo? Można kupić bilet miesięczny. Kosztuje 55 zł i zapewnia przejazd jakąś -jedną z wielu – spółką.. kolejne „uproszczenie” wg definicji PKP.
Spokojnie. Wcale się nie denerwuję.Uwielbiam jeździć PKP. Nie zniósłbym nudy panującej w pociągach na zachodzie Europy!
A PKP zapewniło mi jeszcze kilka atrakcji dzięki, którym się nie nudziłem. Postój pod Celestynowem. Wypadek na niestrzeżonym przejeździe. To nie wina PKP. Stoimy na polu rozgrzanym Słońcem. Ktoś słyszał w telewizji, że w takiej sytuacji czeka się sześć godzin. Ruszamy po dwóch. Jesteśmy szcześliwi! Zatrzymujemy się. Dlaczego? Dlatego, że jedna z pasażerek mdleje. Czekamy na karetkę. Wszystko gra. Ruszamy.. znowu.
Chciałbym zobaczyć zachód Słóńca w Lublinie. Pozytywne myślenie stymuluje pozytywne efekty. Mówcie co chcecie! Ja w to wierzę.
11.08.2010, 8:55
Zachód Słońca w Lublinie jest piękny. Pozytywne myślenie pomogło? Oczywiście!
Lublinianie mają ładny dworzec położony ok. 15 minut od centrum. Ewentualnie plus pięć minut dla zagubionych. Mieszkańcy reagują na turystów jak Afryka na wodę (bardzo dobrze!) więc bez problemu wszyscy wskażą Wam drogę. 
Sylwia, Adam i ja ogarnęliśmy tylko starówkę. Jeszcze bez promocji. Szukaliśmy odpowiedniego miejsca i odpoczywaliśmy po podróży.
Promocję zaczniemy w Kazimierzu Dolnym. Póki co poszukujemy transportu. Opcje są dwie. Rower można zapakować do PKSu używając uroku osobistego i dorzucając nieoficjalną piątke kierowcy, albo – wersja dla takich jak ja – kupić bagażnik rowerowy do auta (przyjaciół). Podobno kosztuje 50zł. Podobno bo Adam z Sylwią wyruszyli właśnie na poszukiwania.
Teraz reklamy. Po reklamach dowiecie się: czy Grzegorz musiał używac uroku osobistego i czy go ma;) oooraz czy Kazimierz zaprzyjaźnił się z Sylwią i co na to je mąż – Adam. Zostańcieee z nami. ( w wersji udźwiękowionej czytałby to Zygmunt.. ten od ZONKA.. Chajzer! )
FOTO: Podobno w Lublinie robią dobre kebaby..
FOTO: Oni też lubią Białystok :)
FOTO: Sylwia i Adam Andrzejewscy (co ja bym bez nich zrobił!)
FOTO: Lubię Białystok w Kazimierzu Dolnym
12.08.2010, 00:10
Na trzy dni wypożyczyliśmy przyczepkę do roweru. Nie musiałem szukać w sobie uroku osobistego. Sylwia zakochała się w Kazimierzu. Co na to jej mąż.. nic. Sam też się zakochał, a i ja się do tego grona zaliczam. Nie być w Kazimierzu Dolnym to wieeelki wstyd! Mieliśmy okazję obserwować go o zachodzie Słońca.. rewelacja! Tu nie
 chodzi o zwiedzanie zabytków, nudnych muzeów. Wystarczy tu być i już! Czuję się historię. 
Na starówce spotkaliśmy młodą parę w trakcie sesji. Panna młoda wyglądała w tej scenerii jak królowa. Mała Ela podeszła do polaroidów i w trakcie rozmowy ze mną wypadł jej pierwszy mleczny ząb. Było trochę płaczu.. pomogła historia z prezentami, króliczkiem i poduszką. Byli też młodzi beatbokserzy (jak to się piszę?), mistrz Polski pen spinningu i inni ciekawi akcji.
Zapomniałbym! W drodze do Kazimierza zajechaliśmy do Zamku w Janowcu. Mieliśmy szczęście. Był dzień otwarty. Normalnie przygotujcie się na opłaty przekraczające 30zł. Stąd mieliśmy płynąć promem (18zł) jednak powódź zniszczyła brzeg. Środkiem transportu pozostał szesnastoletni ford escort Adama. Zalety: ma szyberdach. Wada: gaśnie w niekontrolowany sposób. Wadozaleta: zabija wszelką nudę podróży. W schowku znaleźliśmy stare kasety Niemena i Czerwonych Gitar. Głośniki full. Full oldschool!;)
Spotkaliśmy też media. Zainteresowaliśmy Kurier Lubelski, Radio Lublin i Radio Centrum. Dzień zakończył się w akademiku. Odpuszczę sobie opisywanie tego co robiliśmy i o czym mówiliśmy. Powiem tylko, że gdy wnieśliśmy rower do windy żeby zawieźć go do pokoju w mojej „szczekaczce” włączyła się funkcja policyjnego sygnału. Było głośno. Byłem obwieszony siatami więc nie miałem jak złapać za ten megafon! Nagle! Rower przytrzasnęła winda.. wszystko trwało. Później umieraliśmy ze śmiechu. Umieraliśmy po cichu bo było ok.22:00. Jutro Nałęczów choć mam ochotę polobbować za Rzeszowem.

  • RSS